Własność+

Autor: Krzysztof Siewicz, Data: 11/6/05, Kategoria: Felietony

W toczącej się od pewnego czasu debacie na temat praw na dobrach niematerialnych podnosi się często, że nie należy utożsamiać ich z własnością. Często wskazuje się, że pojęcie „własność intelektualna” to „worek”, w którym niesłusznie miesza się stare poczciwe prawo własności i całkiem młode reżimy jak prawo autorskie, patentowe i tym podobne, czy może raczej „i tym nie podobne”. Spróbujmy jednak, na przykładzie prawa autorskiego, przyjrzeć się bliżej jego relacji do prawa własności.

Jak wiadomo, autorskie prawa majątkowe obejmują prawo do korzystania oraz rozporządzania utworem – odpowiedniki dwóch z trzech uprawnień z klasycznej triady prawa własności (korzystanie, rozporządzanie, posiadanie). Ponadto, zaliczane do prawa do korzystania z rzeczy materialnej uprawnienie do przyrostu (accessio) znajduje swój swoisty odpowiednik w prawie zależnym z art. 2 prawa autorskiego. Kolejne podobieństwa to bezwzględny charakter prawa własności oraz praw autorskich, a także ich zbywalność.

Należy jednak wyraźnie zaznaczyć, że prawa te różnią się przede wszystkim przedmiotem, a także odrębnym teoretycznym uzasadnieniem, zwłaszcza w jurysprudencji anglosaskiej. Nie stanowi natomiast różnicy ich źródło, gdyż zależnie od przyjmowanej filozofii prawa można je oba wywodzić z prawa naturalnego lub pozytywnego. Różnicą pozorną jest ograniczenie w czasie – ustalenie ochrony na 70 lat pma rozciąga ją daleko poza czas „życia” wielu utworów (tak jest na pewno w stosunku do programów komputerowych).

Wynikające z ustaw ograniczenia prawa własności można próbować porównywać z przepisami o dozwolonym użytku, zamiast jednak wdawać się w szczegóły warto zwrócić uwagę, że „nie może on naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy”. Co więcej, okazuje się, że wiele z ograniczeń praw autorskich jest iluzją w Internecie, ponieważ tam wszystko jest kopią, na co praktycznie zawsze konieczna jest zgoda uprawnionych.

Dalej, o ile sprzedaż rzeczy materialnej oznacza wyzbycie się uprawnień przez poprzedniego właściciela, to już sprzedaż egzemplarza utworu nie pozbawia twórcy wielu uprawnień wynikających z praw autorskich. Nawet w przypadku przeniesienia autorskich praw majątkowych, co jest właściwym odpowiednikiem przeniesienia własności rzeczy materialnej, twórca zachowuje autorskie prawa osobiste oraz może skorzystać z art. 56 i nast. prawa autorskiego. Przywołane wyżej prawo zależne rozszerza tę ochronę jeszcze bardziej dając twórcy oryginału uprawnienie do kontroli nad rozporządzaniem i korzystaniem z opracowań – utworów stworzonych przecież przez inne osoby.

W przypadku programów komputerowych część powyższych argumentów nie znajdzie zastosowania, cóż jednak z tego, skoro większość przepisów o dozwolonym użytku jest wobec nich wyłączona, a twórca kontroluje zwielokrotnianie, dokonywanie zmian i rozpowszechnianie, czyli w zasadzie wszelkie istotne czynności dokonywane podczas korzystania z programu.

Wobec powyższego, prawdziwa jest teza, że prawo własności różni się od prawa autorskiego w ten sposób, że ochrona tego ostatniego jest silniejsza. Słowem, prawo własności (w tym wypadku własności egzemplarza utworu) staje się w wirtualnym świecie właściwie bezużyteczne. Owszem, nie obejmuje ono dóbr niematerialnych, ale w zamian za to podlegają one reżimowi, który umożliwia uprawnionym kontrolę poczynań użytkowników w stopniu niespotykanym lub nawet prawnie zakazanym w podobnych relacjach dotyczących rzeczy materialnych.

Ta ogromna władza bywa jednak wykorzystywana w celu tworzenia relacji opartych o wolność i otwartość, a ruch wolnego oprogramowania jest tego najlepszym przykładem. W sensie prawnym, stosunki producentów i użytkowników wolnego oprogramowania oparte są na (1) udzieleniu uprawnień do kopiowania, rozpowszechniania i modyfikowania, z jednoczesnym (2) konsekwentnym egzekwowaniem prawa zależnego. Dzięki przyspieszeniu jakie daje Internet, to pierwsze pozwala na uzyskanie ogromnej bazy podmiotów uzależnionych od twórcy oryginału, podczas gdy to drugie pozwala na ich faktyczną kontrolę. Ma to ogromny wpływ na rozwój i korzystanie z programów komputerowych, a ponieważ stanowią one podstawową infrastrukturę społeczeństwa informacyjnego, niewykluczone jest, że wpływowi temu podlega także całość stosunków w tym społeczeństwie.

W ruchu wolnego oprogramowania doszło do ewolucyjnego wykształcenia się pewnych instytucji, które umożliwiają społeczną kontrolę „właścicieli” projektów. Mianowicie, doniosłą rolę pełni „the right to fork”, które umożliwia każdemu wypowiedzenie posłuszeństwa koordynatorowi bez utraty dostępu do samego programu. Jak wiadomo, rzadko zachodzi potrzeba wykorzystania tego prawa, może dlatego, że podstawowym nakazem nakładanym przez hakerów wolnego oprogramowania w stosunku do podlegających ich władzy jest: „bądź wolnym!”

Brak komentarzy

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <code> <em> <i> <strike> <strong>

Wysłanie komentarza oznacza akceptację zasad dyskusji.

Strona prowadzona w WordPress nawtykanym przez: Polyglot, Footnotes i TOC Generator