Piraci, Wikipedyści i legalne społeczeństwo informacyjne

Autor: Krzysztof Siewicz, Data: 13/6/06, Kategoria: Felietony

Felieton ukazał się w wersji skróconej w: Rzeczpospolita (Zielone Strony, 12 VI 2006).

„Trzynastoletni Karol o włos nie został internetowym przestępcą.” – podała ostatnio Rzeczpospolita (Pirat, który się nawrócił, zanim został piratem, 29/05/2006, B3). Chłopiec był autorem strony WWW poświęconej historii, na której umieścił między innymi skopiowane z innej strony emblematy wojskowe. Po otrzymaniu wiadomości, że sprawą zajęła się prokuratura natychmiast zlikwidował swoją witrynę. Nie wiadomo niestety, czy nadal interesuje się historią i daje temu wyraz publikując w sieci. Rzeczpospolita podaje tylko, że chłopiec zobowiązał się ograniczyć swoją działalność, gdyż nie wie „Czy to jest legalne?”

Karol, bohater artykułu, ma wszelkie zadatki na prawdziwego Wikipedystę – pasjonata, który gromadzi i publikuje w Internecie informacje na określony temat, dbając przy tym o ich wiarygodność i rzetelność. Wikipedia z kolei jest flagowym okrętem ruchu „open content”. W największym skrócie chodzi tu o wykorzystanie Internetu do katalizacji społeczeństwa partycypacyjnego, rozkwitu wolności słowa, wymiany idei, zwiększania dostępu do kultury. Tu każdy może być nie tylko konsumentem, ale i producentem, nie tylko widzem, ale i aktorem. W obliczu tego fundamentalnego postępu cywilizacyjnego, dla którego konieczne jest nie tylko korzystanie z własnej twórczości, ale także i z cudzej, warto istotnie zadać sobie pytanie: „Czy to jest legalne?”

Legalność swobodnej wymiany dóbr niematerialnych w Internecie zależy w prostej linii od zakresu ochrony przydzielanej im przez prawo autorskie. Wprowadza ono ogólną zasadę monopolu twórcy na wszystkich polach eksploatacji utworu. Zakreśla jednocześnie granice tego monopolu, a także ustanawia tak zwany „dozwolony użytek”, czyli działania użytkowników, którym twórca nie może się sprzeciwić. Legalne jest korzystanie z dóbr niematerialnych poza tymi granicami lub w zakresie dozwolonego użytku. Na miejscu Karola i rzekomo ścigającej go prokuratury warto zastanowić się zatem, czy nieszczęsne emblematy nie są na przykład wyłączonymi spod prawnoautorskiej ochrony „urzędowymi symbolami” lub czy udzielana im ochrona nie wygasła na skutek upływu czasu. Na koniec, jeżeli istotnie są one chronionymi utworami, to czy wykorzystanie ich do stworzenia własnej strony WWW nie mieści się na przykład w granicach dozwolonego cytowania.

Z takimi pytaniami spotyka się każdy aktywny użytkownik Internetu. Odpowiedzi na nie są zwykle niełatwe nawet dla zajmujących się tą tematyką prawników zaś wynikająca z tego niepewność prawna stanowi istotne ryzyko. Jak widać na przykładzie usuniętej strony Karola ryzyko to może skutecznie ograniczyć nowe publikacje, a być może nawet blokować wyżej wskazane dobrodziejstwa społeczeństwa partycypacyjnego. Wikipedyści radzą sobie z tymi ograniczeniami stosując rygorystyczne zasady korzystania z cudzych treści, może nawet ostrzejsze niż stanowi prawo autorskie.

Poza tym istotnym wkładem w ograniczanie piractwa, ruch „open content” niesie również postulat rezygnowania z niepotrzebnych, z punktu widzenia rozwoju kultury, ograniczeń w dostępie do utworów. W największym skrócie, chodzi o namawianie twórców do zastąpienia tradycyjnego „wszelkie prawa zastrzeżone” wyraźnym zezwoleniem na kopiowanie, rozpowszechnianie, a nawet i na modyfikację utworów, jednak bez wyzbywania się całości praw. W sensie prawnym oznacza to wykorzystanie tak zwanych wolnych licencji, jak na przykład Creative Commons. Są to standardowe wzorce umowne, prezentowane także w postaci zrozumiałych dla laika symboli. Dzięki temu użytkownik uzyskuje szybką i w miarę prostą odpowiedź na pytanie, czy określony sposób korzystania z utworów jest legalny. Obniża to istotnie barierę, z którą spotkał się Karol próbujący z biernego konsumenta kultury stać się jej aktywnym współtwórcą.

Wolne licencje znakomicie uzupełniają instytucje prawa autorskiego. Stanowią bazę, dzięki której prawa twórców pozostają chronione, a powstałe wokół Internetu społeczeństwo informacyjne może legalnie funkcjonować. Tworzony na tej bazie zbiór artykułów, książek, programów, muzyki, a nawet filmów, wciąż rośnie. Już teraz Wikipedia liczy ponad milion artykułów, a przecież ruch „open content” na tym się nie kończy: system GNU to tysiące „wolnych programów”, a „labele” takie jak jamendo lub DiSfish oferują setki utworów muzycznych. Im większy jest ten zasób, tym łatwiej odbierać, a przede wszystkim wzbogacać kulturę bez ryzyka stania się „internetowym piratem”.

Przygoda Karola nauczyła go podobno szanować cudze prawa autorskie. Jest to bardzo cenne, zwłaszcza jeżeli wierzyć statystykom o poziomie nieposzanowania tego prawa w Polsce. Mając jednak na uwadze powyższe rozważania pojawia się pytanie, jaka dokładnie powinna być treść przesłania kierowanego do młodych użytkowników Internetu przy okazji kształtowania ich świadomości prawnej. Moim zdaniem edukując nie warto zniechęcać ich do współtworzenia społeczeństwa opartego na wiedzy za pomocą tak wspaniałego i elastycznego medium jakim jest Internet. Warto, aby młodzi ludzie dokładnie zrozumieli co jest legalne i dlaczego. W przeciwnym razie może powstać błędne przekonanie, że jedynym legalnym sposobem na obcowanie z kulturą jest kupowanie w sklepie kolorowych pudełek i ich bierna konsumpcja. Trzeba zatem uświadamiać, że aktywne uczestniczenie w procesie twórczym jest również jak najbardziej legalne.

Brak komentarzy

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <code> <em> <i> <strike> <strong>

Wysłanie komentarza oznacza akceptację zasad dyskusji.

Strona prowadzona w WordPress nawtykanym przez: Polyglot, Footnotes i TOC Generator