A może lex mercatoria?

Autor: Krzysztof Siewicz, Data: 26/11/06, Kategoria: Wydarzenia

W dniach 23-24 listopada odbyła się na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego konferencja pod tytułem: “Kolizyjne aspekty “zobowiązań elektronicznych”“, zorganizowana przez Centrum Badań Problemów Prawnych i Ekonomicznych Komunikacji Elektronicznej (CBKE) oraz Instytut Prawa Cywilnego

Na Konferencji miałem przyjemność wygłosić referat pod tytułem: “Lex mercatoria cyberprzestrzeni: licencje wolnego oprogramowania oraz (skuteczne) zabezpieczenia techniczne.” Poniżej prezentuję streszczenie artykułu, który przygotowuję w związku z tym referatem.

Niniejszy artykuł jest poświęcony dwóm doniosłym z prawnego punktu widzenia zjawiskom związanym z rozwojem nowoczesnych technologii i Internetu (cyberprzestrzeni). Zjawiska te to: (1) licencje wolnego oprogramowania oraz (2) zabezpieczenia techniczne dóbr niematerialnych. W artykule podjęto próbę odpowiedzi na pytanie “Czy licencje wolnego oprogramowania lub zabezpieczenia techniczne składają się na lex mercatoria cyberprzestrzeni?”.

W celu odpowiedzi na to pytanie dokonano identyfikacji istotnych z prawnego punktu widzenia cech analizowanych elementów. I tak, licencje wolnego oprogramowania (Free Software, Open Source Software) to innowacyjne prywatne instrumenty prawne efektywnie ingerujące w domyślny układ praw i obowiązków ustanowiony wobec programów komputerowych przez powszechne prawo autorskie. Istotę tych licencji można najkrócej wyrazić jako kreowanie domeny publicznej w celu umożliwienia swobodnej współpracy nad produkcją i rozwijaniem oprogramowania w ramach społeczności. Z kolei zabezpieczenia techniczne dóbr niematerialnych (Digital Rights (Restrictions) Management, DRM) polegają na samopomocy uprawnionych z praw wyłącznych na tych dobrach. Samopomoc ta może prowadzić do wymuszania praktyki obrotu zgodnie z domyślnym układem praw i obowiązków prawa powszechnego. Może również sięgać dalej kreując stany faktyczne, w których korzystanie z określonych praw jest praktycznie niemożliwe, a egzekwowanie niektórych obowiązków istotnie ułatwione.

Tak rozumiane licencje wolnego oprogramowania oraz DRM porównano w niniejszym artykule do lex mercatoria. Ogólnie rzecz ujmując, lex mercatoria to rzekomo funkcjonujący w średniowieczu system norm regulujących stosunki pomiędzy kupcami. W artykule przyjęto nieco bardziej rozwiniętą, roboczą definicję lex mercatoria. Otóż zidentyfikowano następujące cechy istotne tego systemu norm: (1) prywatne źródło oraz gwarancje egzekucji; (2) uniwersalizm; oraz (3) uzupełnianie lub zastępowanie prawa powszechnego. Po pierwsze zatem, lex mercatoria jest tu rozumiane jako normy prawne ustanawiane przez samych zainteresowanych uczestników obrotu, którzy dobrowolnie zobowiązują się do ich przestrzegania, a nawet ustanawiają własny system egzekucji tych norm. Po drugie, lex mercatoria to system uniwersalny czyli niezależny od narodowych systemów prawa. Chodzi tu zwłaszcza o funkcjonowanie w jej ramach instytucji prawnych uznawanych co do zasady w tym samym kształcie niezależnie od “goszczącej” je jurysdykcji. Po trzecie wreszcie, podstawową funkcją lex mercatoria jest dostarczenie jej użytkownikom norm prawnych zdolnych służyć ich specyficznym potrzebom lepiej niż mogą to zrobić domyślne normy prawa powszechnego.

W wyniku analizy dokonanej w oparciu o powyższe definicje stanowiące niejako założenia wyjściowe, możliwe jest udzielenie następującej odpowiedzi na postawione pytanie badawcze. Licencje wolnego oprogramowania oraz DRM składają się na lex mercatoria cyberprzestrzeni. Jest tak dlatego, że można odnaleźć w nich podobne elementy istotne.

Stwierdzenie to można następująco podsumować w odniesieniu do licencji wolnego oprogramowania. Po pierwsze, stanowią one prywatne dokumenty prawne, które jednak dzięki zjawiskom takim jak “paragraf 22 licencji” oraz ich modelowemu charakterowi wykraczają poza stosunki inter partes i stają się instrumentami skutecznymi quasi erga omnes. Można tu również wskazać na prywatne mechanizmy egzekucji, wywodzone z copyleft oraz the right to fork, a charakteryzujące się dużym stopniem polubowności. Po drugie, licencje wolnego oprogramowania są niewątpliwie instrumentami ponadnarodowymi, co widać chociażby gdy ich egzekwowalność potwierdzana jest bez większych przeszkód przed sądami niemieckimi pomimo ich ewidentnie anglosaskiego pochodzenia. Po trzecie wreszcie, licencje te zastępują niezupełnie dostosowane do specyfiki rynku oprogramowania instytucje powszechnego prawa autorskiego kreując swego rodzaju domenę publiczną tam, gdzie prawo to utrudnia swobodne czerpanie z cudzej twórczości. Służą one tym samym specyficznym potrzebom uczestników obrotu, głównie tym zaangażowanym w funkcjonowanie tak zwanych społeczności wolnego oprogramowania.

Możliwe jest również następujące podsumowanie twierdzenia o zaliczeniu DRM do lex mercatoria cyberprzestrzeni. Otóż po pierwsze, techniki DRM opracowywane są i wdrażane niewątpliwie przez samych zainteresowanych, czyli prywatne podmioty będące uprawnionymi z praw wyłącznych. Ich egzekucja jest w zasadzie niezależna od instytucji publicznych, gdyż polega ona przede wszystkim na brutalnej sile stanu faktycznego kreowanego przez technikę. Po drugie, DRM nie są zależne od jakiejkolwiek jurysdykcji. Jest tak z tej samej przyczyny – oparciu ich skuteczności o technikę, a nie o zależne od specyfiki danego kraju instytucje uchwalające, interpretujące i stosujące prawo. Po trzecie wreszcie, DRM mają w zamierzeniu wspomagać, a niekiedy nawet zastępować powszechne prawo niedostosowane do założenia, że publiczny (w sensie nauki ekonomii) charakter dóbr niematerialnych jest cechą negatywną.

Jednocześnie jednak, możliwe jest zgłaszanie wielu zastrzeżeń wobec prostego utożsamiania lex mercatoria oraz licencji wolnego oprogramowania lub DRM. Na przykład, niezależnie od praktyki stosowania licencji wolnego oprogramowania pozostają one dokumentami prywatno-prawnymi wywodzącymi swoją skuteczność z powszechnego prawa autorskiego. Podobnie jest również w przypadku DRM, których skuteczność byłaby istotnie ograniczona bez norm prawa powszechnego zakazujących ich obchodzenia. Fakty te istotnie wpływają na wskazane powyżej wnioski w zakresie wszystkich trzech elementów istotnych lex mercatoria.

Wobec powyższego, artykuł kończy się wezwaniem do dalszych badań, które powinny doprowadzić do ustalenia czy (1) pomimo powyższych zastrzeżeń możliwe jest konstruowanie lex mecatoria cyberprzestrzeni w oparciu o licencje wolnego oprogramowania lub zabezpieczenia techniczne oraz ewentualnie (2) jakie dodatkowe instytucje lub instrumenty prawne mogłyby posłużyć do tego celu.

Komentarze: 6

  1. “dzięki zjawiskom takim jak “paragraf 22 licencji” ”
    Czy mógłby Pan wyjaśnić co rozumie pod tym pojęciem? Bo ani z tego tekstu, ani z wykładu nie potrafiłem tego załapać ;)
    Wiem, że to pojęcie pojawiło się juz w jednym z pierwszych felietonów, ale wolę spytać tutaj :)

    Mam jeszcze jedno pytanie: kto Pana zdaniem miałby brać udział w opracowaniu ewentualnego lex mercatoria OSS - R. Stellman, najlepsi programiści OSS czy prawnicy nie rozróżniający komputera od lodówki? ;) Jak wyłonić właściwą osobę?

    Pozdrawiam

    Komentarz zostawił(a) Michał Domański — 2006-12-03 o 6.12 pm (permalink)

  2. Tzn, może ja nie do końca zrozumiałem: czy do lex mercatoria moją być zaliczone licencje OSS takie jakie są, czy miałby powstać “generalny” zbiór norm regulujących tą dziedzinę ?

    Komentarz zostawił(a) Michał Domański — 2006-12-03 o 6.19 pm (permalink)

  3. Dlaczego ludzie ciągle myślą założeniami systemu ekonomicznego i monetarnego? Tak zwane wolne oprogramowanie powstało w wyniku zapotrzebowania środowiska uczelnianego MIT na wiedzę i rozwiązania technologiczne, które powinny być ogólnie dostępne dla społeczeństwa, a nie ograniczone restrykcjami i sankcjami prawno-polityczno ekonomicznymi, tworzącymi od tysiącleci pogląd społeczny warunkujący twierdzenie, iż jeżeli coś jest nieopłacalne i nie można mieć z tego zysku, nie należy w ogóle podejmować prób wykonania tegoż czegoś!

    Należy jednak zwrócić uwagę, iż całe to rozumowanie nie jest tak naprawdę wytworem ludzkiego rozumowania, a jedynie zabiegiem ekonomicznym.

    Sztuka poznawania na wskroś już stworzonego projektu jest jedynym możliwą próbą jego udoskonalania! Dlaczego? Dlatego że chociażby próba napisania znanego systemu operacyjnego od podstaw, będzie z góry uwarunkowana na stworzenie za paręnaście lat istniejącego już produktu o takiej samej funkcjonalności, ponieważ twórca będzie popełniał te same błędy, które popełniał jego poprzednik! Zamiast pokazać ludziom rozwiązanie problemu, który za parę lat stworzy projekt doskonalszy - bo nie oparty na błędach, ale na doświadczeniu - przez głupie prawo i chęć do zysku będziemy hamować możliwość rozwoju!

    Komentarz zostawił(a) Seth — 2008-11-09 o 1.36 pm (permalink)

  4. Seth: Nie za bardzo rozumiem jak odnieść Twój komentarz do moich rozważań na temat tego, czy licencje wolnego oprogramowania (współ)tworzą lex mercatoria cyberprzestrzeni…

    Komentarz zostawił(a) Krzysztof Siewicz — 2008-11-12 o 1.56 pm (permalink)

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <code> <em> <i> <strike> <strong>

Wysłanie komentarza oznacza akceptację zasad dyskusji.

Strona prowadzona w WordPress nawtykanym przez: Polyglot, Footnotes i TOC Generator