eGovernment a konstytucyjna zasada równości

Autor: Krzysztof Siewicz, Data: 4/10/07, Kategoria: Felietony

Informatyzacja administracji publicznej (eGovernment) to umożliwianie komunikacji na liniach państwo-obywatele oraz państwo-przedsiębiorcy za pomocą systemów teleinformatycznych. Warunkiem koniecznym dojścia do skutku tej komunikacji jest interoperacyjność. Zapewnienie interoperacyjności polega na nabywaniu i korzystaniu przez wszystkie strony (państwo, obywateli i przedsiębiorców) z rozwiązań teleinformatycznych, które ze sobą współdziałają. Wybory technologii przez każdą ze stron nie mogą zatem być podejmowane bez uwzględnienia decyzji stron pozostałych. W szczególności, wybór określonej technologii przez państwo oznacza konieczność dostosowania się obywateli i przedsiębiorców do tej technologii w ten lub w inny sposób.

Wobec tego, decyzje państwa co do wyboru technologii przestają być prawnie obojętne. Poniżej przedstawiona zostanie próba oceny takich decyzji z punktu widzenia konstytucyjnej zasady równości. Zgodnie z utrwalonym już orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego, zasada równości to nakaz równego traktowania wszystkich podmiotów charakteryzujących się w równym stopniu daną cechą istotną. Można wyróżnić dwie takie grupy podmiotów: (1) dostawcy rozwiązań teleinformatycznych oraz (2) użytkownicy. Cechą istotną wyróżniającą grupę pierwszą jest konkurowanie na tym samym rynku (rynku rozwiązań dla eGovernment), podczas gdy cechą istotną podmiotów należących do grupy drugiej jest korzystanie z usług oferowanych przez państwo.

Upraszczając, państwo w trakcie wdrażania eGovernment może: nabywać rozwiązania oparte o (1) standardy zamknięte lub (2) standardy otwarte. Standardy zamknięte to takie, które zostały opracowane we własnym zakresie przez konkretnego przedsiębiorcę i nie mogą być bez przeszkód wdrożone przez innych przedsiębiorców z uwagi na ograniczenia techniczne lub prawne nałożone przez ich „właściciela”. Standardy otwarte z kolei są opracowywane w drodze otwartej dla każdego procedury, ich specyfikacje są publicznie dostępne, a ich wykorzystanie nie podlega żadnym technicznym lub prawnym ograniczeniom. Innymi słowy, standardy zamknięte mogą być wdrożone tylko przez podmioty dopuszczone przez ich „właściciela”, podczas gdy rozwiązania zgodne ze standardami otwartymi może produkować każdy, kto tylko chce. W praktyce funkcjonuje też wiele standardów „częściowo otwartych”. Dalej będziemy zaliczać je wszystkie do kategorii standardów zamkniętych, bo ich wykorzystanie rodzi skutki podobne do standardów zamkniętych, choć niekiedy o mniejszym natężeniu.

Obie decyzje wpływają na sytuację obu zidentyfikowanych poniżej grup podmiotów. Jakiekolwiek bowiem standardy wybierze państwo, to dostawcy rozwiązań dla eGovernment muszą dostosować je do tych standardów, a użytkownicy usług eGovernment muszą nabywać rozwiązania do nich dostosowane. Nasuwa się pytanie, która decyzja powoduje naruszenie zasady równości.

Jeżeli państwo wybiera rozwiązanie oparte o standardy zamknięte to dopuszcza się różnego traktowania dostawców rozwiązań teleinformatycznych. Spośród grupy podmiotów, które dotychczas mogły swobodnie konkurować na rynku rozwiązań dla eGovernment państwo wybiera bowiem określoną podgrupę (lub nawet konkretny podmiot). Jest to „właściciel” standardu i ewentualnie autoryzowane przez niego podmioty. Wszyscy inni nie mogą dalej konkurować na tym rynku, gdyż nie są w stanie osiągnąć odpowiedniego poziomu interoperacyjności. O tym, czy taki poziom osiągną decyduje wyłącznie „właściciel” standardu. Oznacza to, że państwo preferuje określone podmioty pomimo, że z uwagi na ich cechę istotną powinny być one traktowane na równi z innymi.

Podobny wpływ ma wybór przez państwo zamkniętych standardów na zróżnicowanie w ramach grupy użytkowników. Z usług eGovernment mogą bowiem wtedy skorzystać tylko nabywcy rozwiązań dopuszczonych na rynek przez „właściciela” standardu. Dla innych usługi te stają się niedostępne, dopóki nie zdecydują się zmienić dostawcy. Tymczasem trudno uznać, że zasada równości dopuszcza wymaganie, aby wszyscy użytkownicy zawarli umowę z tym samym dostawcą (lub autoryzowanymi wyłącznie przez niego podmiotami). Takie wymaganie byłoby zresztą sprzeczne z wieloma innymi zasadami prawa, czego nawet nie trzeba specjalnie wykazywać.

Jeżeli państwo wprowadza eGovernment oparty o standardy otwarte to wpływa to na sytuację dostawców rozwiązań teleinformatycznych w następujący sposób. Każdy z nich ma potencjalną możliwość opracowania i oferowania rozwiązania interoperacyjnego. Owszem, na rynku znajdą się dostawcy, którzy nie zaoferują takich rozwiązań, jest to jednak efektem ich własnej nieskrępowanej decyzji. W przypadku otwartych standardów nie ma bowiem „właściciela”, który jest władny wykluczyć kogokolwiek z możliwości konkurowania na rynku zgodnych ze standardem rozwiązań. Jeżeliby w takiej sytuacji uznać, że podmioty, które z własnej woli nie zachowują zgodności z otwartym standardem są dyskryminowane, to należałoby konsekwentnie uznać za dyskryminujące stawianie przez państwo jakichkolwiek wymagań. Zawsze znajdzie się przecież podmiot, który z własnej woli decyduje się nie spełnić takich wymagań nawet, gdy ma on realną możliwość ich wypełnienia.

Wybór otwartych standardów w eGovernment ma z kolei następujący wpływ na sytuację użytkowników. Otóż na rynku istnieć będzie zapewne większa lub mniejsza grupa podmiotów korzystających z rozwiązań opartych o standardy zamknięte. Jednak jak już to wyjaśniono powyżej, zarówno ich dotychczasowi dostawcy, jak i każdy inny podmiot obecny na rynku jest w stanie opracować rozwiązanie interoperacyjne z wybranym przez państwo rozwiązaniem opartym o otwarte standardy. Oznacza to, że każdy użytkownik będzie miał realną możliwość skorzystania z usług eGovernment bez konieczności zmiany dostawcy.

Dostosowanie do wybranego przez państwo otwartego standardu może jednak wiązać się z kosztami. Nasuwa się wobec tego pytanie, czy dochodzi do naruszenia zasady równości w sytuacji, gdy koszty dostosowawcze będą ponoszone przez poszczególnych użytkowników w różnej wysokości. Rozważania można tu ograniczyć do wariantu eGovernment opartego o otwarte standardy, bo sprzeczność z zasadą równości standardów zamkniętych została wykazana wystarczająco już wcześniej i nie zależy ona od występowania kosztów dostosowawczych.

Istnienie i rozmiar kosztów dostosowawczych w przypadku eGovernment otwartych standardów zależeć będzie w dużej części od uwarunkowań technicznych oraz ekonomicznych. Po pierwsze, dostosowanie może przecież polegać na drobnej zmianie danego zamkniętego rozwiązania, zwłaszcza w sytuacji, gdy w drodze otwartej procedury ustanawiania standardu, zainteresowany dostawca skorzystał z możliwości zgłaszania uwag. Taka zapobiegliwość pozwoli odpowiednio dostosować standard do potrzeb wszystkich zainteresowanych i doprowadzi do obniżenia kosztów. Z kolei brak udziału w otwartej procedurze ustanawiania standardu świadczyć może o nieprzystosowaniu danego dostawcy do istnienia w warunkach wolnej konkurencji. Po drugie, jeżeli każdy z definicji może otwarte standardy wdrożyć, to poszczególni dostawcy będą pod stałą presją konkurencji, która uniemożliwi pobieranie wysokich opłat od użytkowników za dostosowanie nabytych przez nich wcześniej rozwiązań.

Nota bene, z powyższego wynika jak bardzo ważne jest istnienie prawdziwie otwartych standardów, a nie standardów otwartych jedynie z nazwy, a faktycznie niedostępnych z uwagi na nieprawidłowo zorganizowaną procedurę lub istnienie nieusuniętych w toku tej procedury ograniczeń technicznych lub prawnych.

Uzasadniony jest zatem wniosek, że jakiekolwiek naruszenie zasady równości poprzez wprowadzenie eGovernment opartego o otwarte standardy powinno być minimalne, jeżeli w ogóle wystąpi. Jest tak zwłaszcza w porównaniu do rażącego naruszenia tej zasady, jakie byłoby wynikiem wymagania zgodności ze standardami zamkniętymi. Wtedy bowiem doszłoby do sytuacji, w której dostosowanie się jest możliwe jedynie poprzez zmianę dostawcy.

Nasuwa się pytanie, czy państwo nie powinno dążyć do dalszej minimalizacji kosztów dostosowawczych ponoszonych przez dostawców i użytkowników poprzez zaniechanie wprowadzenia obowiązku zgodności z jakimikolwiek standardami. Otóż usługi eGovernment byłyby dostępne w oparciu o rozwiązania zgodne zarówno z otwartymi, jak i zamkniętymi standardami. Z punktu widzenia zasady równości należy jeszcze raz podkreślić, że każdorazowy wybór rozwiązania opartego o konkretny zamknięty standard oznacza niezgodne z zasadą równości preferowanie „właściciela” tego standardu. Zatem, państwo musiałoby wdrożyć niezwykle rozbudowany eGovernment wspierający wszystkie istniejące na rynku standardy, zamknięte i otwarte. Tylko wtedy żaden z „właścicieli” zamkniętych standardów nie byłby preferowany w porównaniu do innych. Jak widać, w taki sposób państwo nakładałoby na siebie obowiązek kontraktowania z każdym przedsiębiorcą na rynku. Oznacza to, że brak obowiązku zgodności z jakimikolwiek standardami byłby zgodny z zasadą równości jedynie pod warunkiem poniesienia nieproporcjonalnych kosztów dostosowania eGovernment do każdego rozwiązania teleinformatycznego.

Podsumowując, wprowadzenie eGovernment opartego o otwarte standardy nie stanowi naruszenia zasady równości. W konkretnej sytuacji faktycznej może ewentualnie dojść do zróżnicowania sytuacji dostawców lub użytkowników z uwagi na ponoszone koszty dostosowawcze. Nie należy się jednak spodziewać, aby zróżnicowanie to stanowiłoby naruszenie zasady równości, a już na pewno nie w takim stopniu jaki byłby efektem wprowadzenia standardów zamkniętych. Z kolei brak preferencji jakichkolwiek standardów przez państwo byłby zgodny z zasadą równości tylko w sytuacji, w której państwo oferowałoby swoje usługi zgodnie ze wszystkimi istniejącymi na rynku standardami. Takie rozwiązanie jest z kolei niemożliwe do wprowadzenia w praktyce.

Komentarze: 6

  1. Jedno pytanie. Czemu “właściciel” standardu piszesz w cudzysłowie? Nie wytłumaczyłeś tego, a dla mnie, jako informatyka, nie jest to jasne.

    Komentarz zostawił(a) michuk — 2007-10-04 o 3.39 pm (permalink)

  2. Problem w tym, ze okreslenie “standard otwarty” wcale nie znaczy tego, co moznaby, nie znajac definicji terminu i widzac tylko nazwe, przypuszczac - sytuacja analogiczna z “free software”. Konkretnie, pojecie “standard otwarty” to znacznie wezsze okreslenie niz “standard implementowany przez program, ktorego kazdy obywatel moze za darmo uzywac”.

    Stwierdzenie, ze administracja powinna uzywac formatow plikow, ktore odczytac moze kazdy dysponujacy w miare wspolczesnym komputerem, jest imho bardzo sluszne. W przypadku dokumentow przymus stosowania “standardow otwartych” oznacza cos innego - oznacza koniecznosc stosowania formatu ODF, ktorego nie wspiera oprogramowanie uzywane przez wiekszosc ludzi, zamiast formatu DOC, ktory wspiera co prawda kazdy szanujacy sie pakiet biurowy - w tym wszystkie obslugujace ODF - ale ktory to format nie spelnia okreslonych “warunkow otwartosci”.

    Innymi slowy: format ODF jest “formatem otwartym”, z ktorego uzywaniem wiekszosc ludzi uzywajacych Office’a bedzie miala problem, poniewaz Office ODF-a natywnie nie obsluguje. Format DOC nie spelnia kryteriow “otwartosci”, ale bez problemu obsluguje go kazdy pakiet biurowy obslugujacy ODF-a.

    Innymi slowy, z jednej strony mamy zwyczajny zdrowy rozsadek, nakazujacy uzywac formatu, ktory uzytkownikom sprawi najmniej klopotow, a z drugiej strony ideologie i lobbying firm wspierajacych ODF.

    Komentarz zostawił(a) trasz — 2007-10-04 o 3.52 pm (permalink)

  3. michuk - “właściciel” piszę w cudzysłowie, bo właścicielem można być jedynie rzeczy materialnych (prawo własności nie rozciąga się na dobra niematerialne, w tym na standardy)

    trasz - w felietonie definiuję pojęcie otwartych standardów, parafrazując definicję EIF i bynajmniej nie odnoszę tego pojęcia do “programów, których każdy może za darmo używać”. Jeżeli możesz, to rozwiń proszę myśl, bo nie rozumiem o co Ci chodzi, gdy zarzucasz mi błędną definicję otwartych standardów

    i dalej - wsparcie dla DOC przez alternatywne oprogramowanie jest o ile mi wiadomo wynikiem mrówczej pracy specjalistów od inżynierii wstecznej - ich sukces w tej dziedzinie bynajmniej nie gwarantuje sukcesu przy rozpracowywaniu innych zamkniętych standardów; zresztą, czy można tu mówić o sukcesie, skoro udało się implementować jedynie zestaw w miarę podstawowych funkcji, podczas gdy przy korzystaniu z bardziej zaawansowanych funkcji tego formatu występują widoczne błędy

    poza tym - w felietonie staram się wykazać, że większość ludzi nie będzie miała problemu z dostosowaniem się do otwartego standardu, pod warunkiem, że dano by dojść do głosu wolnej konkurencji na rynku; innymi słowy - to, że popularne obecnie oprogramowanie nie obsługuje standardów otwartych nie oznacza, że jego odpowiednie dostosowanie jest jakimś graniczącym z cudem wyzwaniem

    podsumowując - zdrowy rozsądek moim zdaniem nakazuje właśnie wymagać otwartych standardów

    Komentarz zostawił(a) Krzysztof Siewicz — 2007-10-04 o 6.57 pm (permalink)

  4. O tym wlasnie pisze - uzywasz oficjalnej definicji pojecia “otwarty standard”, ktora oznacza cos zupelnie innego, niz moznaby, widzac ta nazwe po raz pierwszy i nie znajac oficjalnej definicji, przypuszczac. Dokladnie jak z “free software”.

    Owszem, wsparcie dla DOC wzielo sie czesciowo z inzynierii wstecznej. Ale co z tego? Liczy sie efekt.

    Owszem, gdyby “dano dojsc do glosu wolnej konkurencji”, to ODF bylby obslugiwany co najmniej tak dobrze, jak DOC. Ale mowimy o stanie faktycznym, nie o “jakby to bylo fajnie, gdyby”, prawda?

    Komentarz zostawił(a) trasz — 2007-10-04 o 7.22 pm (permalink)

  5. @trasz:
    Czytając ten tekst jest jasne, że mówimy o jak to ty ująłeś: “jakby to było fajnie, gdyby”.

    Dla mnie też jest jasne, że otwarte standardy powinny być stosowane przynajmniej na lini Państwo - Obywatel. Argumenty za tym podał Krzysztof w artykule.

    Jedyna praktyczna wątpliwość, o której wspomina wiele osób, które korzystają z Excela i miały także do czynienia z OpenDocumentSpreadsheet w OpenOffice, to podobno ograniczone możliwości tego drugiego w porównianiu do MS Excel. Pytanie jedyne jest takie, czy możliwości są wynikiem ograniczenia programu czy też standardu.

    Z drugiej strony dobrze byłoby, gdyby jak najszybciej udało się wdrożyć wymóg stosowania otwartych standardów, aby nie dopuścić do jeszcze większego przyzwyczajenia użytkowników dodatkowymi funkcjami dostępnymi jedynie w zamkniętych standardach.

    Zmiana powinna nastąpić, będzie być może dla przyzwyczajonych do zamkniętych rozwiązań lekko uciążliwa, ale korzyści będą wymierne dla wszystkich, bo oto ja - także obywatel - będę miał pełną możliwość wymiany informacji nieograniczoną wymogiem korzystania z jednego programu.

    Komentarz zostawił(a) Jakub — 2007-11-27 o 5.19 pm (permalink)

  6. @trasz:
    uważam, że słuszny jest argument, iż format “.doc” przeczyta każdy, przez co zastosowanie tego formatu jest rozwiązaniem “praktycznym” w przeciwieństwie do tego, gdyby zastosować “.odf”. Nie możemy jednak zapomnieć, że to rozwiązanie oznacza zapieczętowanie monopolu rynkowego przez państwo. I tylko z istniejącego już monopolu wynika “praktyczność” rozwiązania. Czyli z jednej strony mamy szereg przepisów i instytucji mających chronić nas przed monopolem (nikt nie ma np. prawa stosować praktyk wykluczających nowych uczestników rynku) a z drugiej strony państwo pieczętuje jeden produkt i jednego oferenta… tu jest chyba problem, tak moim zdaniem nie można.

    @autor: z pragmatycznego punktu widzenia nie tylko wolne standardy pozwalają zrealizować zasadę równości - możliwe wydaje mi się też rozwiązanie, w którym państwo jest oferentem konkretnego rozwiązania i na zasadach monopolu władzy udostępnia pewne rozwiązania klientom. O ile nie łamie ono zasad równości (musi udostępnić dostęp każdemu na równych zasadach, jakkolwiek to pojęcia rozwijać…) jest to rozwiązanie OK - trochę socjalistyczne i moim zdaniem nie optymalne, ale w rozumieniu przedstawionych tu rozważań prawdopodobnie do zaakceptowania.

    Komentarz zostawił(a) LeOn — 2008-06-27 o 9.19 am (permalink)

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <code> <em> <i> <strike> <strong>

Wysłanie komentarza oznacza akceptację zasad dyskusji.

Strona prowadzona w WordPress nawtykanym przez: Polyglot, Footnotes i TOC Generator